Młody chłopak przykucnął przy nieprzytomnej. Był przekonany, że już nie żyje, a jej oprawczyni po prostu nie zdążyła schować ciała. Z tej przyczyny nie mało zaskoczył go przypadkowy ruch dziewczyny, jednak nadal się nie wybudziła i nie zanosiło się na to. By upewnić się, iż żyje, sprawdził jej puls. Żyje. Nie do końca rozumiał sytuację, nie pojmował, co się tu wydarzyło. Wstał, poszedł do drzwi, otwartych w tamten moment na oścież. Po parunastu krokach zobaczył plamę czerwonej cieczy, w której leżała ciemnowłosa kobieta w średnim wieku. Doszedł jeszcze parę kroków, stając w kałuży. Gdy zaczął się przyglądać, zauważył przebite na wskroś żebrem ciało. Niemożliwe... Przecież wszystkie normalne dziewczęta brzydzą się zabijaniem... Nawet te z ulicy..., zamyślił się chłopak. Jego rozmyślenia szybko się zakończyły, wybiegł z ciemnego, szarego pomieszczenia. Ku jego zdziwieniu, najprawdopodobniejszy morderca kobiety, nadal leżał bez świadomości na swym miejscu. Dziesięciolatek znów się zastanowił. Po tej krótkiej chwili, podniósł dziewczynkę, wrzucając ją na plecy. Zadziwiła go jej lekkość. Przeniósł ją obok niewielkiego źródełka wody i oparł o drzewo. Księżyc oświetlał teren, lecz i tak trawa dookoła miała szary kolor, a blask owego źródła jasności odbijał się przepięknie od krystalicznie czystej wody w zbiorniku. Młodzik ochlapał swoją rówieśniczkę wodą, budząc ją tym samym, która z cichym piskiem odsunęła się od niego. Westchnął głośno. Naprawdę mogła kogoś zabić? Chyba jednak jest jak wszystkie... przeleciało mu przez myśli. Nim się obejrzał, białowłosa dziewczynka poderwała się na równe nogi i skoczyła kilka kroków w tył. Nerwowo rozglądała się dookoła w poszukiwaniu czegoś, co może posłużyć jej jako broń.
- Kim jesteś? - zadała pytanie, nadal będąc przytłumiona przez podane wcześniej środki odurzające. Przed nią był nieco starszy od niej chłopak o krótkich, czarnych włosach i z heterochromią - coś, co sprawiało iż są podobni. Ona również posiadała ową przypadłość, jedno z jej oczu było ciemnobrązowe (lewe), niemal nie było widać jej źrenicy, a drugie wyraźnie fioletowe (prawe). Zaś u chłopaka lewe miało krwistoczerwoną barwę, której nie było widać przez bandaże na twarzy, natomiast prawe soczyście zielone. Nie dostrzegała żadnych szczegółów jego wyglądu, ponieważ narkotyki wciąż na nią działały.
- Kimś, kto Ci pomógł - westchnął, prostując swoją postawę.
- W tej sytuacji... Powinnam się uspokoić? - westchnęła bardziej do siebie, niż do niego. Obeszła go dookoła, uważnie oglądając. Niemal całą twarz miał zabandażowaną, jedynie odsłonięte miał lewe oko i fragment skóry dookoła. Długie, luźne, poszarpane i wymięte rękawy zasłaniały jego ręce całkowicie. Był od niej zdecydowanie wyższy, a co za tym idzie, silniejszy. Nie chciała z nim walczyć, zwłaszcza, że jej pomógł. W końcu, odczuwając zmęczenie, ponownie usiadła wspierając się o drzewo. Chłopak tylko opadł na ziemię obok niej. Czuł, iż pod pewnym sensem są podobni, lecz nie miał pojęcia, skąd wzięło się to uczucie.
- Jak na Ciebie wołają? - spytał dość znudzonym tonem, patrząc na nią. Ona w odpowiedzi tylko mruknęła Kyokan. On również obojętnie rzucił swe imię, to jest Bris. Dziewczynka skuliła się, bezradna w obecjnej sytuacji. Nie miała gdzie wracać. Czarnowłosy wciąż się jej przyglądał, jakby próbując odczytać jej myśli. Można powiedzieć, że udało mu się to, ponieważ odgadł, iż nie mam miejsca dla siebie na tym świecie. Zapytał ją, czemu i czy zabiła tamtą kobietę.
- Tak. Była warta tylko tego - uznała w odpowiedzi. Zauważyła, że ma tuż obok ust trochę krwi kobiety. Przetarła ją ręką. Po usłyszeniu odpowiedzi, wpadł na pewien pomysł. Szybko przedstawił go dziewczynce. Chciał, aby ta dołączyła do tej samej grupy skrytobójców, do której on należy. Jej długie milczenie, zabrało wszelkie nadzieje, iż kiedykolwiek dziewczyna zacznie zabijać za pieniądze. Miał odwrócić się, odejść. Nim jednak to się stało, złapała jego rękaw.
- Zgoda - rzuciła cicho, ale dało się to usłyszeć. Odpowiedź potwierdzająca zaskoczyła go bardziej, niźli gdyby odmówiła. Złapał ją pod ramię, jakby była przedmiotem, i ruszył do kryjówki klanu Helgrind.
sobota, 2 maja 2015
wtorek, 28 kwietnia 2015
SotNS - [Pierwszy rozdział]
Obudziła się w ponurym, lodowatym i betonowym pomieszczeniu panowała cisza. Dało się słyszeć tylko jej oddech. Dopóki się nie poruszyła. Kiedy przesunęła nogę, poczuła na niej zimny ciężar oraz usłyszała szczęk łańcuchów. Nie miała pojęcia, czemu to się stało. Ta kobieta była dla niej ważna, a zrobiła coś takiego. Było dość ciemno, ale mogła dostrzec krew i kości wokoło siebie. Pisnęła ze strachu, osunęła się do tyłu. Ciszę zakłócił przerażający śmiech. To była ta kobieta. Przygarnęła ją, traktowała jak córkę, do czasu... Kogo mam na myśli? Chodzi o Kyokan. Wtedy miała niecałe siedem lat, a już spotkało ją coś takiego. Śmiech stawał się coraz głośniejszy z każdą chwilą.
- No, to już twój koniec, malutka - zachichotała kobieta.
- Dlaczego to robisz?! - wykrzyczała pytanie ze łzami w oczach. Z ust kobiety wydobył się kolejny, potworny śmiech. "Ponieważ Cię kocham" stwierdziła wesoło. Dziewczynka rozejrzała się dookoła. Obok niej leżało w miarę zaostrzone żebro. Bez większego wahania chwyciła ową kość i ostatkiem sił poderwała się na równe nogi. Podbiegła do starszej od siebie, unikając rąk swojej niedoszłej oprawczyni. Przebiła na wskroś kobietę, powodując dość szybką śmierć. Z rany leciała krew. Dziewczynka była cała ubrudzona w niej. Jej oddech był niespokojny, dyszała. Nadal była pod wpływem środków, które zostały jej podane wcześniej. Zabrała klucze, będące nadal w posiadaniu martwego ciała, po czym pobiegła w stronę wyjścia. Nie miała pojęcia, ile czasu tam spędziła, ile nie widziała nieba. Kiedy tylko przekroczyła próg, zobaczyła wspaniałe, nocne niebo, a na nim gwiazdy oraz księżyc w pełni. Uśmiechnęła się, lecz po chwili znów straciła przytomność. W tym samym czasie chciał wykonać zlecenie młody skrytobójca. Naprawdę młody, gdyż był zaledwie trzy lata starszy od Kyokan. Okoliczna wioska skarżyła się, że tamtejsze dzieci znikają bez śladu. Chłopak dostał proste zadanie - znaleźć i zabić winnego. Wieśniacy zaproponowali ogrom pieniędzy. On nie był w tym wszystkim sam - po prostu wykonanie tego zostało przydzielone akurat jemu. Prócz niego było jeszcze wielu mężczyzn o tym zawodzie, jedynie sporo starszych. Każda kobieta czuła odrazę do wykonywania czegoś takiego, jednakże... Wróćmy do tego, co robił młodzik. Kilka dni wcześniej odkrył, gdzie mieści się siedziba porywacza. Chciał jak najszybciej zająć się tym i odebrać zapłatę, więc szedł wtedy na miejsce. Jak myślicie, co zastał przed wejściem? Nieprzytomną dziewczynkę. To może być bardziej nietypowe zlecenie, niż się spodziewałem... przeleciało mu przez głowę, gdy zbliżał się do niej powolnie.
- No, to już twój koniec, malutka - zachichotała kobieta.
- Dlaczego to robisz?! - wykrzyczała pytanie ze łzami w oczach. Z ust kobiety wydobył się kolejny, potworny śmiech. "Ponieważ Cię kocham" stwierdziła wesoło. Dziewczynka rozejrzała się dookoła. Obok niej leżało w miarę zaostrzone żebro. Bez większego wahania chwyciła ową kość i ostatkiem sił poderwała się na równe nogi. Podbiegła do starszej od siebie, unikając rąk swojej niedoszłej oprawczyni. Przebiła na wskroś kobietę, powodując dość szybką śmierć. Z rany leciała krew. Dziewczynka była cała ubrudzona w niej. Jej oddech był niespokojny, dyszała. Nadal była pod wpływem środków, które zostały jej podane wcześniej. Zabrała klucze, będące nadal w posiadaniu martwego ciała, po czym pobiegła w stronę wyjścia. Nie miała pojęcia, ile czasu tam spędziła, ile nie widziała nieba. Kiedy tylko przekroczyła próg, zobaczyła wspaniałe, nocne niebo, a na nim gwiazdy oraz księżyc w pełni. Uśmiechnęła się, lecz po chwili znów straciła przytomność. W tym samym czasie chciał wykonać zlecenie młody skrytobójca. Naprawdę młody, gdyż był zaledwie trzy lata starszy od Kyokan. Okoliczna wioska skarżyła się, że tamtejsze dzieci znikają bez śladu. Chłopak dostał proste zadanie - znaleźć i zabić winnego. Wieśniacy zaproponowali ogrom pieniędzy. On nie był w tym wszystkim sam - po prostu wykonanie tego zostało przydzielone akurat jemu. Prócz niego było jeszcze wielu mężczyzn o tym zawodzie, jedynie sporo starszych. Każda kobieta czuła odrazę do wykonywania czegoś takiego, jednakże... Wróćmy do tego, co robił młodzik. Kilka dni wcześniej odkrył, gdzie mieści się siedziba porywacza. Chciał jak najszybciej zająć się tym i odebrać zapłatę, więc szedł wtedy na miejsce. Jak myślicie, co zastał przed wejściem? Nieprzytomną dziewczynkę. To może być bardziej nietypowe zlecenie, niż się spodziewałem... przeleciało mu przez głowę, gdy zbliżał się do niej powolnie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)